sobota, 3 października 2015

Trzyletnie macierzyństwo

"Okryłam Cię kołderką z nieba
kolorem granatu... bez chmur...
na którym każda z gwiazd zaśpiewa
kołysząc Cię do snu.

Melodia płynąc wprost do serca
spokojny sen nutami otula...
wspomnienie o Tobie z misiem obok
moją matczyną duszę rozczula."


17 sierpnia... moje macierzyństwo osiągnęło status trzyletniego.

Co przez te lata? Radość i partyzantka...
Ktoś kiedyś powiedział, że życie z dzieckiem jest jak ubranie, które nigdy nie będzie dobrze skrojone... że kiedy przyfastrygujesz jeden szew, drugi pęknie.... dziś z całą stanowczością mogę potwierdzić zasadność tych słów.

Miałam ten zaszczyt i przywilej być pełnoetatową mamą ponad 2 lata. To był czas wyjątkowy pod każdym względem - dokonujący przewartościowań, pomagający na nowo poukładać priorytety. Potrzebny, by teraz, kiedy wrzucona zostałam w trudny do okiełznania świat, to wszystko bardzo się przydaje, pomaga szybko przejść nad problemami zawodowymi, międzyludzkimi do tego, co naprawdę ważne... kiedy wraca się do domu po ciężkim dniu, wszystko znów zaczyna kręcić się wokół miłości...

Dziś spotykam na swej drodze ludzi, którzy odnieśli sukcesy w różnych dziedzinach życia. Niejednokrotnie się zastanawiam... co ja takiego osiągnęłam... przecież mam już 32 lata... i dochodzę do wniosku, że można osiągnąć każdy sukces, ale jeśli nie masz kogo kochać, nie będzie on żadną nagrodą. Poczucie spełnienia daje drugi człowiek, zwłaszcza ten mały, który od samego początku nierozerwalnie jest z Tobą związany... to ważniejsze od tego, czy ludzie rozpoznają cię na ulicy, czy masz pełne konto pod koniec miesiąca, ważne zadania do wypełnienia, itd.

Bycie mamą to najlepsza życiowa rola.

Dziękuję Ci Guciu za te 3 wspaniałe lata :*











wtorek, 29 września 2015

Dziecko

Wydawało mi się, że już zapomniałam.
Że to nigdy nie wróci. Że ten rozdział mam już zamknięty.

Wystarczyło, że pojawiła się ona. Amelia Maria. Mała, bezbronna dziewczynka, którą trzymałam do chrztu. I wszystko wróciło. Przypomniało się. Zapaliło w sercu ogien i ogromne pragnienie... Pragnienie dziecka...


czwartek, 17 września 2015

"W pogoni za życiem"

Kiedyś zupełnie przypadkiem natknęłam się na słowa Phila Bosmansa: "Nie ma zbyt wiele cza­su, by być szczęśli­wym. Dni prze­mijają szyb­ko. Życie jest krótkie. W księdze naszej przyszłości wpi­suje­my marze­nia, a ja­kaś niewidzial­na ręka nam je przek­reśla. Nie ma­my wte­dy żad­ne­go wy­boru. Jeżeli nie jes­teśmy szczęśli­wi dziś, jak pot­ra­fimy być ni­mi jutro?". Od tego czasu lampka symbolizująca ten cytat zapala się w mojej głowie zawsze wtedy, kiedy dopada mnie przygnębienie, gdy nic mnie nie cieszy, kiedy świat dookoła mnie rysuje się w czarnych barwach. Dziś, kiedy moja doba skurczyła się, a czas zdaje się płynąć 100 razy szybciej i przelatuje przez palce niczym drobne ziarnka piasku, chęć dogonienia tego, co już mi umknęło jest bardzo silna... każdego dnia usilnie staram się robić wszystko, by życie mi nie uciekło, nie przeszło niespodziewanie.... 

Nawiązując do tego, co powyżej, podsuwam Wam wyjątkową książkę, dotykającą w sposób szczególny ostatniego etapu naszej egzystencji. Smutną, subtelną i co najważniejsze - pozbawioną zbędnego patosu.  

Przyda się... nie tylko w obliczu śmierci... też, a może przede wszystkim - stając twarzą w twarz z życiem, które chcemy przeżyć tak, by w pewnym momencie niczego nie żałować, za niczym nie tęsknić.

„W pogoni za życiem” wydawnictwo Ezop







wtorek, 8 września 2015

Wczoraj i dziś

Otwieram bloga już dawno skazanego na zagładę. Przeglądam stare zdjęcia, czytam... Spoglądam na datę ostatniego wpisu... listopad. Od tego czasu minął prawie rok, a ja znów stukam w klawiaturę komputera z wypiekami na twarzy. Brakowało mi blogowania. Czy do tego wrócę... teraz nie wiem. Mam pewność co do jednego - że nigdy nie powiem nigdy...

Od listopada 2014 minęło sporo czasu. Gustaw zmężniał, my zmieniliśmy podejście do wielu spraw, nastawienie, a przede wszystkim tryb życia. Dziś wstając z łóżka wrzucamy 5 bieg i gnamy przed siebie. Dziś celebrujemy każdą wspólną chwilę jakby miała być tą ostatnią, i jeszcze bardziej doceniamy bycie razem.

Nie zmieniam szyldu, pod którym piszę... niech zostanie. Jakie będą jego treści.... nie wiem... czas pokaże. Pokaże również, czy Wy na powrót będziecie z nami, czy na powrót będę czytała Wasze komentarze i ciepłe słowa w mailach. 

To był niemiłosierny rok... niemiłosierny dla nas, dla naszej rodziny i bliskich nam osób... Daliśmy radę... jesteśmy silniejsi, mamy twardszą dupę (czego nam w wielu sytuacjach brakowało). Ale mimo wszystko chyba pozostaliśmy sobą... 3 Świdrami z Apartamentu44.

Jak na trzy szalone kefiry przystało, kiedy tylko mamy chwilę dla siebie - wybywamy. Zmieniamy otoczenie, chłoniemy nowe przestrzenie, oddychamy nowym powietrze, poznajemy, odkrywamy. W minioną niedzielę, po raz pierwszy odwiedziliśmy Rudzkie Stacyjkowo - aż wstyd się przyznać, ale byliśmy tam po raz pierwszy. Pogoda nas nie rozpieszczała, ale to nie przeszkodziło nam w buszowaniu po torach, licznych zakamarkach tego wyjątkowego miejsca. Przejazd starym spalinowcem zakochanemu w pociągach Gustawowi był miodem na serce. W tym miejscu, nawet podczas deszczu nie można się nudzić - wystarczy mieć ze sobą koc, kilka zaskórniaków (dosłownie - jest tam chyba najtańsza, a zarazem najpyszniejsza gorąca czekolada na świecie), dobry nastrój i uśmiech na twarzy. 







 WITAJCIE PONOWNIE!